Jestem emerytką. Za mną spory szmat życia, nie zamierzam jednak kłaść się do trumny. Mam sporo czasu, więc żyję pełną piersią, korzystając z tego, co daje los. Aktywnie angażuję się w lokalne życie seniorów, działam w Klubie Seniora, uczęszczam na Uniwersytet Trzeciego Wieku. Wykładowcami są zazwyczaj ludzie, którzy mogliby być moimi wnukami. Imponuje mi ich wiedza i umiejętność jej przekazywania, ale nie tylko… Paweł uczył nas obsługi komputera. Był doskonałym wykładowcą, a co ważniejsze, posiadał sporą wiedzę praktyczną i teoretyczną.
– Mamuś, jak już nauczysz się obsługi komputera, będziemy mogli codziennie rozmawiać przez skype – cieszyły się moje dzieci. Od siedmiu lat byłam wdową, miałam tylko je, niestety, syn mieszkał w odległej Kanadzie, a córka na drugim końcu Polski, ponad 500 km od rodzinnego domu. Widywaliśmy się bardzo rzadko, zazwyczaj raz na kilka lat. Proponowałam pisywanie tradycyjnych listów, jednak dzieci nie miały na to ani czasu, ani ochoty.
– Czy jest możliwe skorzystanie z dodatkowych, prywatnych lekcji z zakresu obsługi komputera i Internetu? – zapytałam któregoś dnia naszego wykładowcę. Był bardzo przystojny, wysoki szatyn o jasnoniebieskich oczach. Domyślałam się, że kobiety za nim szaleją i żałowałam, że nie jestem pół wieku młodsza.

– Możliwości zawsze są – uśmiechnął się Paweł, ukazując rząd lśniąco białych zębów. Umówiliśmy się, że wpadnie w najbliższa sobotę i podszkoli mnie w surfowaniu w sieci. Przygotowywałam się do tych korepetycji niczym nastolatka, nawet wydepilowałam intymne miejsca, choć nie liczyłam na jakiekolwiek miłosne uniesienia. Co prawda miałam swoje potrzeby, ale zaspokajałam je zazwyczaj za pomocą własnych rąk lub wibratora. Odkąd pamiętam, zawsze miałam ognisty temperament, podobnie zresztą jak mój nie żyjący już mąż. Potrafiliśmy uprawiać sex w każdym miejscu i o każdej porze. Paweł pojawił się punktualnie. Poczęstowałam go domową szarlotką i przeszliśmy do lekcji. Wbrew pozorom korzystanie z Internetu okazało się proste albo też ja byłam bardzo pojętną uczennicą, jak to stwierdził mój korepetytor. Niespodziewanie mój wzrok zatrzymał się na zgrubieniu w okolicach niedopiętego rozporka w spodniach Pawła. Uśmiechnęłam się lekko, a on nagle się speszył i zaczął przepraszać.
– Nie ma się czego wstydzić, krew nie woda, pewnie czeka na ciebie super laska – mrugnęłam porozumiewawczo. Paweł opuścił głowę.
– Nikt na mnie nie czeka – powiedział smutno Paweł. – Nigdy na mnie nikt nie czekał, zresztą ja nawet nie potrafiłbym zachować się w sytuacji… no wie pani… damsko-męskiej…

– Masz na myśli sex? – zapytała prosto z mostu. – Chcesz powiedzieć, że taki przystojniak jest prawiczkiem? –zbliżyłam się do Pawła i wsunęłam rękę w jego spodnie. Poczułam nabrzmiałego penisa. Zaczęłam go pieścić, przypominając sobie erotyczne uniesienia z czasów, gdy mój Staszek jeszcze żył i był w pełni sił fizycznych. Paweł milczał, jednakże z radością poddawał się pieszczotom. Pchnęłam go na sofę i zdjęłam z niego spodnie, nie przestając pieścić męskich klejnotów. Najpierw rękami, potem ustami. Niespodziewanie Paweł eksplodował, jego sperma trysnęła na moja twarz.
– Przepraszam – wyszeptał zaczerwieniony Paweł, a ja roześmiałam się szczerze, wzięłam jego dłoń i położyłam na moich piersiach.
– Teraz twoja kolej kociaku – wymruczałam. Początkowo Paweł był bardzo nieśmiały, jego ruchy były niepewne, z czasem jednak stały się bardziej energiczne. Pieszczoty młodzieńca sprawiały mi ogromną przyjemność. Najpierw Paweł pieścił mnie rękoma, potem językiem. Dopełnieniem naszych pieszczot był udany sex.

Erotyczne uniesienia po pięćdziesiątce opowiadania


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *