Pracuję w dużej korporacji i nie mam czasu na życie prywatne. Znaczną większość czasu zapełnia praca, a to, co zostanie, zazwyczaj przeznaczam na sen, od czasu do czasu przygotuję jakiś posiłek.
Przypadkiem oglądałam program, w którym prezentowano różne biura matrymonialne – realne i wirtualne. Do tej pory uważałam, że są to miejsca, z których korzystają przede wszystkim nieudacznicy, jednakże po obejrzeniu reportażu zmieniłam zdanie. Oprócz właścicieli i pracowników wypowiadały się także pary, które w ten właśnie sposób znalazły drugą połówkę. W tym samym momencie uświadomiłam sobie, że wszystkie koleżanki mają rodziny, mężów, dzieci i brak czasu dla mnie. Nawet Maja, moja najlepsza przyjaciółka od pół roku z dumą nosiła platynową obrączkę na serdecznym palcu lewej ręki. Byłam nawet świadkiem na jej ślubie, niestety, mimo usilnych starań nie udało mi się chwycić ślubnego bukietu, a tym samym wizja szybkiego zamążpójścia odpłynęła w siną dal. Byłam jedynaczką, moi rodzice zmarli przedwcześnie, nic więc dziwnego, że czułam się samotna. Co prawda raz po raz spotykałam się z mężczyznami, ale tylko po to, by rozładować emocje poprzez koleżeński sex. Niektórzy byli żonaci, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, ważne było tylko to, abym miała co najmniej dwa orgazmy w ciągu nocy.

Nie ukrywam, że czasami przeglądałam ogłoszenia matrymonialne na stronach internetowych, ale najczęściej okazywało się, że są to zwykłe ogłoszenia towarzyskie, czyli oferty facetów, którzy szukają chętnej na niezobowiązujący sex. Kilka razy skorzystałam nawet z takiej możliwości, czego nie żałuję. Zresztą jedyną rzeczą, jakiej żałuję jest to, że pozwoliłam usidlić moją dawną miłość przez nielubianą koleżankę. Uznałam jednak, że to przeszłość, a ja powinnam żyć chwilą bieżącą. W końcu zdecydowałam się odwiedzić biuro matrymonialne i szukać szczęścia za pośrednictwem innych. Wypełniłam ankietę, spotkałam się z psycholożką i fotografem, uiściłam też należność, dzięki czemu mogłam korzystać z pełnej oferty. W praktyce oznaczało to, że faceci widzieli mój profil, a ja widziałam ich. Oferty matrymonialne mężczyzn były bardzo podobne, momentami miałam wrażenie, że ktoś dyktował im, co mają umieścić w anonsie. Niespodziewanie trafiłam na anons Darka, mojej dawnej miłości. Przetarłam oczy i z niedowierzaniem wpatrywałam się w zdjęcie – praktycznie się nie zmienił, może tylko przybyło mu nieco siwych włosów.

Darek był rozwodnikiem, miał dwóch synów, którzy mieszkali wraz z nim. „Szukam partnerki, która przyjmie mnie z dobrodziejstwem inwentarza w postaci dwójki nastoletnich bliźniaków(…)” – czytałam w opisie Darka i niespodziewanie poczułam, że to jest zrządzenie losu.
– Chciałabym się spotkać z tym kandydatem – powiedziałam do pracownicy biura, mojej opiekunki. Dziewczyna wklepała coś w komputer po czym spojrzała na mnie z zaskoczeniem i niedowierzaniem, zupełnie jakby zobaczyła ufoludka.
– Makijaż mi się rozmazał? Mam gdzieś plamę na sukience? – pytałam.
– Nie… tylko… ten pan… wie pani….
– Jest zajęty, oferta nieaktualna?
– Nie… On poprosił o spotkanie z… panią – uśmiechnęłam się, a więc to nie mógł być przypadek.
Spotkaliśmy się już następnego dnia. Darek faktycznie mnie poznał, ale jak powiedział, urzekło go przede wszystkim moje ogłoszenie: „szukam partnera, który twardo stąpa po ziemi, ale potrafi wznieść się ku niebu (…)”
– Wiesz, te słowa zawsze kojarzą mi się z naszym młodzieńczym seksem – wspomina często Darek, obecnie mój najukochańszy mąż.

Mąż z ogłoszenia opowiadania er ogłoszenia matrymonialne


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *